poniedziałek, 12 września 2011

11 września 2001, dziesięć lat później...

Dziś będzie lekko brutalnie. Zaprezentuję podejście które jest niedopuszczalne ponieważ Polska jest sojusznikiem USA. Naprawdę nie da się nie pamiętać o tej „przełomowej” dacie bo zarówno dziesięć lat temu jak i teraz media mówiły tylko o tym i raczej nie dało się nie zastanawiać jaki wpływ ten zamach miał na moje życie...
Mam 22 lata. 10 lat temu byłam więc 12-letnim smarkaczem który dopiero zaczynał pojmować czym jest polityka, wojna, terroryzm, korupcja, psychologia, socjologia, za to miałam w pełni wykształcony pogląd na to czemu „wyzywanie” się od „Żyda” to objaw głupoty i niedouczenia ze strony głównie rodziców którzy na to pozwalają i babć zapatrzonych w Rydza (biję do stereotypu że „Żyd śmierdzi”). Wtedy też zaczęło się myślenie w sposób: nie wszystko co podają mi na tacy jest do przełknięcia. Teraz zastanawiam się czy etap nałogowego wręcz oglądania wszelkiego rodzaju „Wiadomości” i przesiadywania w bibliotece przyszedł zbyt wcześnie czy zbyt późno... W końcu 2 lata później deklarowałam się jako anarchistka.... sratatata a miało być o 11 wsześnia
Wróciłam sobie ze szkoły, włączyłam radio (RMF jak to kogoś obchodzi) i zaczęłam odrabiać lekcje (o ile jakieś były...). Około 15.00 – pierwszy samolot a kilka minut później – druga wieża. Włączyłam TV i zaczęłam szukać czegoś co będzie nadawać z Nowego Jorku. Cały dzień zleciał na śledzeniu wydarzeń. Potem było przyznanie się Al Kaidy do winy i początek wojny w Afganistanie...
Dziesięć lat później siedziałam przed TV i kompem, słuchając w przerwach Ministry – Rio Grande Blood i robiłam bilans tych wydarzeń. Dwie wojny, kryzys gospodarczy, dwa reżimy obalone co nie znaczy że ludziom w tych krajach żyje się lepiej i co?
Tak naprawdę nigdy nie czułam zagrożenia ze strony państw muzułmańskich. Al Kaida zawsze była dla mnie grupką radykałów którzy przecież są wszędzie niezależnie od wyznania niż reprezentacją Islamistów. Fanatyzm trzeba tępić. Owszem, jednak nie można pozwolić na to by przez tą walkę cierpieli niewinni ludzie. Dlatego byłam przeciwna zarówno wojnie w Afganistanie jak i Drugiej Wojnie w Zatoce Perskiej, która była dla mnie ewidentnym skokiem na ropę.
Przez dwie kadencje Busha i zaangażowanie polskich żołnierzy w działania zbrojne przez niego prowadzone wiem tylko co to jest „Wojna Prewencyjna”. Nasi dziadkowie walczyli z Hitlerem i Stalinem a my o... no właśnie. O co my w ogóle walczymy?
Bilans skromny, bo wenę trafił szlag. Zatem podsumowanie: czy atak na WTC miał na mnie jakiś wpływ? Sam atak bezpośrednio nie, bo nikt z moich bliskich wtedy nie zginął, aczkolwiek rozmiar tragedii przerażał mnie wtedy i przeraża mnie dziś. Za to dobitnie zrozumiałam czym jest terroryzm i organizacje jakiego typu są za to odpowiedzialne. Większy wpływ na kształtowanie mojej tożsamości miały wydarzenia późniejsze.
A teraz Sayonara bo spadam na Top Gear.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

1. Chyba zjadłaś kilka znaków tam koło hitlera i stalina
2. Takie pytanie - serio potrafisz odczuwać jakieś emocje do tak odległych i poniekąd abstrakcyjnych wydarzeń? Ja np nie, ale ciekaw jestem jak to u innych wygląda

L-Havoc pisze...

1. Się poprawi się.
2. nie tyle "potrafię odczuwać jakieś emocje do tak odległych i poniekąd abstrakcyjnych wydarzeń" co potrafię sobie przypomnieć swoje reakcje na te wydarzenia.