czwartek, 12 kwietnia 2012

GrillBar Marvel

Z Dedykacją dla Marty, która dziś ma urodziny :* :)

Dla reszty: informuję że tekst ma charakter parodystyczno-humorystyczny i naprawdę lubię uniwersum Marvela.
Zdjęcie poniżej pochodzi ze strony: www.gry-online.pl


GrillBar Marvel
Przedziwne to miejsce. Zadymiona speluna nie zachęcała do skosztowania amerykańskich do bólu specjałów. Aż dziwne że bohaterowie masowej wyobraźni upodobali sobie takie miejsce do swoich pogaduszek. Raz w tygodniu wszyscy zasiadali przy swoich drinkach i cheeseburgerach z roztopioną imitacją amerykańskiego sera by zapomnieć o swoich sporach i przedyskutować scenariusz kolejnego filmu.
Pierwsze zaskoczenie: przy wejściu stali Punisher i Spider Man rozmawiający o tym w jaki sposób... jakim cudem ślepy Daredevil nie może dać spokoju temu pierwszemu. Frank dziękował swojemu odwiecznemu rywalowi za możliwość debiutu na jego stronach, po czym dodał coś o jakości artykułów zamieszczanych przez Pajączka w jego gazecie. Pajęczak wręczył mu wizytówkę, na co Castle odpowiedział, że kropnie jego szefa, gdy będzie pewien w stu procentach że ma jakieś powiązania z mafią Russottiego. Jigsaw pewnie dostałby piany, gdyby tylko poskładał się z popiołów po ostatniej akcji w 2008.
Skoro jesteśmy przy popiołach: Phoenix, znana również jako Jean Grey próbuje się odgonić od swojego żeńskiego fanklubu, ale marnie jej to idzie. Obok Rogue wysysa z mózgów swoich ofiar co tak naprawdę myślą o jej czerwonowłosej koleżance z branży. By uatrakcyjnić show, Gambit popisuje się kartami i żonglerką swoim niezawodnym kijkiem.
Iceman i Pyro stoją z boku, zastanawiając się co lepiej wygląda: zamarzająca kula ognia, czy kula lodu zatopiona w płomieniach. Gdyby mogli to pewnie zadzwoniliby po kolorystkę, bo spec od efektów specjalnych zaczyna mieć ich dosyć...
… Poza tym przyszedł czas na stały punkt programu, w którym Tony Stark przekonuje Lokiego że Hulk jest bardziej niebezpieczny od olbrzymów z armii Lokiego. Nawet Nick Fury oderwał część swojej uwagi od Storm, by kątem oka obserwować spór tych dwóch... Nie przeszkadzało mu to jednak żałować że nie ściągnął Ororo do swojego oddziału. Za to miał Natashę która chwilowo znalazła wspólny (bo rosyjski!) język z Peterem Rasputinem.
Na chwile zapadła cisza, bo do baru weszli Eric Lehnsher i Charles Xavier niosąc ze sobą ogromną szachownicę. Byli rozczarowani brakiem kominka, a ogromny grill na środku pomieszczenia zdecydowanie im nie odpowiadał. Musieli poszukać innego miejsca do omówienia projektów środków lokomocji i nakryć głowy, a także których potomków wciągnąć w całą tą balangę. Magneto miał nadzieję że Wanda nie zakocha się tego wieczoru, bo ostatnio przypomniała dlaczego nazywają ją Scarlet Witch...
… Mały pożar i smród siarki? Nightcrawler i Ghost Rider wpadli z wizytą, próbując połączyć country z bawarską muzyką ludową. Lepiej wychodziło im robienie wrażenia Demonicznej Dwójki, która mogła być stałym oponentem dla Fantastycznej Czwórki. Był tylko jeden problem: stali po tej samej stronie... Tak jak Hawkeye i Kapitan Rogers, próbujący w tej chwili ukryć że porównują tyłek Natashy do Jean Grey.
Chwilowo pomogli im w tym Summersowie, którzy nie mogą dojść do porozumienia w kwestii stopnia pokrewieństwa między sobą. Ustalenie czy są braćmi czy ojcem i synem czy też dziadkiem i wnuczkiem okazało się być bardziej kłopotliwe niż mogło się to wydawać.
Obok Thor z Wolverinem rozpoczęli swój rytualny pojedynek w którym zwycięzcą był ten, który padnie pierwszy. Pomimo wypiciu dwunastu kufli na głowę skończyło się jedynie na kilku wizytach w toalecie. Pojedynek chciał przerwać komiksowy pierwowzór Logana, mający pretensje do swojego filmowego odpowiednika o te 30 dodatkowych centymetrów. Rzekomo zachwiało to równowagę. Filmowy odwrócił się i rzucił tylko „go fuck yourself”, a po chwili zastanowienia dodał „Mistique” i sięgnął po szklaneczkę szkockiej whishey. Niebieska istota odzyskała swoją naturalną postać i odeszła w stronę Szablozębego, który i tym razem musiał się zadowolić siłowaniem na ręce z Blobem i gadaniem z Deadpoolem, na co obaj mieli średnią ochotę.
Godziny w GrillBarze Marvel mijały leniwie. Przychodziły coraz to nowe postaci, które uparcie porównywały się w skuteczności sposobów umierania i powrotów do życia. Wieczór jednak musiał dobiec końca, a bohaterowie musieli wrócić do swoich zajęć codziennych. Powroty stały się tradycyjnym przedłużeniem spotkania. Jak łatwo się domyślić: nikt nie protestował. Jako że napoje wyskokowe lały się niczym Niagara, niektórzy mieli problem z odnalezieniem swoich rzeczy osobistych. Jean Grey krzyczała na Scotta, bo ten znowu zgubił jej ukochane czerwone stringi ze złotym Feniksem. Scott jej oczywiście nie słuchał bo sam był zajęty szukaniem swoich okularów. Gdy w końcu coś znalazł, okazało się że nie tłumią ale wspomagają promienie strzelające z jego oczu. Na szczęście Magneto poświęcił kilka zrujnowanych samochodów by ocalić całą resztę, a Iceman utrwalił całość jako całkiem gustowną rzeźbę.
Gambit przerabiał kolejną talię kart na fajerwerki, by móc później uatrakcyjnić zwykłe układanie pasjansa. Nową grę nazwał „Pasjansem odłamkowym”. Niestety zabawę popsuli podpici Kitty Pryde (aktualnie biegnąca przez hydrant by zwrócić Scottowi okulary) i Nightcrawler, który sprawdzał czy jest szybszy od kuli ognia autorstwa Pyro...
Iron Man szukał wygodnego billboardu, na którym mogłaby go szybko znaleźć Natasza, wysłana przez zamartwiającą się Pepper. Niestety reklamy nie były dziś zbyt luksusowym hotelem. Storm i Thor postanowili przetestować swoje możliwości. Najwyraźniej nie przeszkadzało to Kapitanowi Ameryce który przerobił swoją tarczę na cel dla Hawkeye'a, który pomimo wypitej whiskey bezbłędnie trafiał w sam środek.
Świetnie bawił się Hulk, aktualnie wyżywający się na Lokim, który biegał bez większego sensu wokół baru i pojazdów reszty bohaterów.
Logan który zobowiązał się podrzucić Castle'a do domu (względnie zwanego bazą gdzieś w podziemiach miasta)... zgubił kluczyki. Aktualnie grzebał adamantowym szponem w stacyjce sypiąc przy tym salwami przekleństw. Frank zapomniał że wojna w Wietnamie się skończyła i śpiewał wojskowe piosenki, strzelając do Spider Mana irytującego wszystkich tym, że zrobił sobie ze swoich pajęczych nici bungee...
Gdy Wolverine w końcu odpalił maszynę, Punisher postanowił że jednak pójdzie na piechotę... Na szczęście Johnny Blaze wykazał zainteresowanie ściganiem się po ulicach wraz z Wolverinem. Panowie nie omieszkali zostawić za sobą kurzu i dymu. Punisher stwierdził że brakuje ognia. Na szczęście dostrzegł małą grupkę lokalnych mafiozów oglądających teren pod nową fabrykę amfy. Nie oglądając się rzucił małą paczuszkę z napisem „Forward The Enemy”, zostawiając cienie po dawnych gangsterach z pytaniem: co to w ogóle znaczy? Gambit dorzucił do tego kilka kart, a ci którzy zostali w okolicy baru obserwowali ten pirotechniczny pokaz, odkładając na potem powrót do powszedniego porządku.

6 komentarzy:

Bimber pisze...

Więcej takich opowiadań :D
dla mnie Bomba, żeby nie powiedzieć - Pasjans Odłamkowy :D

Violet Witch :) pisze...

dzięki :) cieszy mnie to że komuś się podoba :D

Anonimowy pisze...

o czymkolwiek to jest...ładnie napisane ;>

Nefertari pisze...

Uwielbiam to :D

nobrain pisze...

Z Marvela zawsze lubiłem Spider Mana i X-menów. xD

Violet Witch :) pisze...

Ja najbardziej Punishera i Wolverine'a lubię :D I Iron Mana