środa, 26 października 2011

Porcja wywodu studenciaka...

Sam tytuł jest moim zdaniem bez sensu ale nie chce mi się go poprawiać (pisałam że Havocowa z natury jest leniwa?). Nie wiem czego się oczekuje po takim tytule. Może opowieści o tym jak po poniedziałkowej wpadce miałam sobie do powiedzenia tylko Olka, ty debilko, czy tego że w pokoju mam taki bajzel (i zero chęci by posprzątać) że zaczęłam już gubić kserówki a w szafce na stertach teczek i segregatorów leżą moje osobiste dzienniki + czapka którą "ukradłam" Panu 303 i rozpisywaniu się jaka to jestem zajebista z tego powodu... Ej a gdzie jest reszta moich czapek?
Ponieważ nie chce mi się przechodzić płynnie do sedna sprawy to walnę ni z gruchy ni z pietruchy lub jak kto woli: prosto z mostu. Czytając tekst M. Harrisa Krowy, świnie, wojny i czarownice. Zagadki kultury zaczął mnie trafiać szlag, opcjonalnie krew mnie zalała. Na dodatek była to wyjątkowo niebezpieczna mieszanka krwi i żółci co daje w konsekwencji jad którego muszę się jakoś pozbyć, dlatego przyczłapałam z tym tutaj.
Tekstu nie będę streszczać szczegółowo i nie będę obwiniać autora za umieszczenie czegoś co jest wynikiem jego obserwacji, a nawet chciałabym mu podziękować za  sprowokowanie mnie do przeczytana kilku innych tekstów, jednak w konsekwencji obaliłam swój ostatni mit... Obserwacja była niestety bolesna: kobiety w większości przypadków z góry skazane są na przegraną tak zwanej wojny płci. Winne są temu uwarunkowania kulturowe. 
Jeżeli kogoś chcę tu zjechać to miłe Panie Przedszkolanki, których nazwisk i tak nie pamiętam. Zjechanie jest tu równoznaczne z zarzutem o nierówne traktowanie dziewczynek i chłopców, gdyż dziewczynki mogły bawić się jedynie kuchenką handmade a chłopcy mieli do dyspozycji całkiem przyjemny miły warsztat. Ile razy lądowałam w kącie? nie pamiętam... byłam dzieckiem, ale kąt jest najlepiej zapamiętanym przeze mnie miejscem. Innym szokiem był zakaz udziału kobiet w pojedynkach rycerskich...
Kolejnym punktem jest sytuacja kobiet w wojsku amerykańskim. Nie spodziewałam się tu sytuacji jak z G.I. Jane, ale też nie byłam gotowa na konfrontację z Córką generała w wersji live. Równouprawnienie nie dopadło siły napędowej ludzkości kraju uchodzącego za kolebkę demokracji i równości. Gwałty są normą a ceną za milczenie jest opłacenie studiów. Tak to jest gdy do woja bierze się wspomnianych już kiedyś zapyziałych rednecków z południa z ilorazem inteligencji równym 0. 
Najlepsze zostawiam na koniec. Naprawdę słuchając o słynnych Izraelskich Siłach Obronnych spodziewałam się absolutnie powszechnego  poboru i potwierdzenia faktu że na front idzie każdy bez względu na płeć. I tu niemiłe rozczarowanie: wiele kobiet nie dostaje się do woja bo są gorzej wykształcone, nie przechodzą testów sprawnościowych, służba kobiet jest zdecydowanie krótsza niż służba mężczyzn, kobiety mają gorszą broń (cięższą i o mniejszym zasięgu)... To oczywiście nie wszystkie powody... ale mit padł niczym w Pogromcach mitów.
Przez moment odzyskałam wiarę w świat czytając o terrorystkach, jednak i tu znalazłam degradację. w skrócie: kobiety są brutalniejsze bo muszą się popisać. I tak chyba jest w każdej sytuacji.



2 komentarze:

cyb pisze...

znaczy ja bym gwaltow w to nie mieszal, reszta OK
z wiekszoscia sie musze zgodzic, bo to prawda, pozostaje nadzieja, ze w miare uplywem czasu takie zachowania znikna czesciowo lub w calosci.
jako samiec musze ci tez przypomniec o dobrych stronach 'rownouprawnienia' (co ciekawe, kobiety z reguly pamietaja o wadach, mezczyzni o zaletach ;) poczynajac od takich trywialnych i w sumie nic nie znaczacych rzeczy jak przepuszczanie w drzwiach, pomoc z ciezkimi rzeczami do szybszej emerytury. nie wiem czego jest wiecej plusow czy minusow, bo ciezko mi oceniac nie bedac kobieta, ale pewnie juz chuj cie strzela kiedy czytasz o takich pierdolach jak przepuszczanie w drzwiach wiec znikam

L-Havoc pisze...

Jak obalać mity to na maxa to wywlekłam wszystkie fuckty
Oj tam oj tam... możesz pisać co chcesz i w dowolnych ilościach