środa, 28 grudnia 2011

... a dziś będzie o butach

Wycięcie paznokci było błędem. Za bardzo przyzwyczaiłam się do szponów, a teraz muszę czekać aż odrosną. Muszę przyznać że zdarza mi się tęsknić za czasami gdy nie przywiązywałam zbyt dużej uwagi do wyglądu. Glany i dużo czerni bezkształtne czarne ciuchy miały zalety.
Zacznę od butów. Dnia 31 X 2011 po wizycie w trzech centrach handlowych, bliska desperacji kupiłam buty. Jestem dziwna i inna bo zakupy nie są moim żywiołem i po godzinie w sklepie dostaję szału. Nie wiem jak można spędzić cały dzień w Silesia City Center i dosłownie każdy weekend spędzać na rajdzie Tour de Sklep. Osobiście wolę zainwestować w karabin ASG czy pistolet gazowy i postrzelać do puszek niż łazić bez celu.
Po niecałych dwóch miesiącach to, co się z tymi butami stało uważam za kpinę producenta: pomimo stosowania impregnatu i unikania kamienistych torów tramwajowych z uroczych elfich butków zaczął schodzić „zamsz”, pękły szwy na pięcie, czubki okazały się jeszcze mniej wytrzymałe. Czara goryczy przelała się gdy od prawego buta odeszła podeszwa =_=.
Oględziny spowodowały niekontrolowany atak furii. Zmarnowałam tyle godzin by w ogóle znaleźć wymarzony model + czas zmarnowany w środkach komunikacji miejskiej, przymierzanie i dokładne przemyślenie zakupu a wszystko tylko po to by wywalić zakup do kosza. Wiem że mogę iść i próbować reklamacji, ale obawiam się że przez zdarty zamsz nie zostanie ona uwzględniona.
Zastanawia mnie, w jakim celu produkuje się tak nietrwałe buty? Czy targetem są wyłącznie panie które wychodzą z domu, wchodzą do samochodu a potem jadą do biura i tam zmieniają je na czółenka? Czy opcja: wyjść na miasto została całkowicie wykreślona? Nie brakuje mi worków... Brakuje mi solidnych produktów.
Na szczęście Pustak eL znalazła inny model, bardziej odpowiedni na zimę, której póki co nie widać. Mimo wszystko ma nadzieję że nowe buty wytrzymają trochę dłużej. Żegnajcie stare dobre czasy bez „nie mam co na siebie włożyć”.
PS: ze zgrozą stwierdzam że niedługo znowu zostawię trochę hajsu w sklepach by uzupełnić szafę... Chyba zacznę pić melisę ;)

PS: stwierdzam że brak uczelni wystarczy by mieć wystarczająco dużo czasu na prowadzenie bloga i prowadzenie trybu życia: nie wiem co będę robić za godzinę i nawet hiszpańska inkwizycja mnie nie zaskoczy :)

2 komentarze:

Ka pisze...

Ostatnio dużo rzeczy produkuje się mniej trwalszych niż kiedyś - np. komórki nie są już pancerne ;)
I sprzęt RTV, AGD, itp...

Ja lubię samotne wyprawy po sklepach gdy wiem czego chcę i mam czyjeś pieniądze do wydania ;)

L-Havoc pisze...

a ja wolę swoje pieniądze trwonić :)W styczniu trochę kasy do przetrwonienia będzie :)