środa, 21 grudnia 2011

Jak przeżyć święta?

Odczekałam do północy. Cztery wpisy jednego dnia to zdecydowanie za dużo, niezależnie od tego jak krótkie one są. Czuję że zapełnienie strony A4 zajmie mi co najmniej godzinę z powodu mojego nie spania w nocy.
Mam ochotę obudzić się dopiero w styczniu. Zarzekam się że 3 I 2012 to wymarzona data. Prawda jest taka, że usiłuję opracować strategię przetrwania świąt bożego narodzenia bez żadnego konfliktu zbrojnego, przy jak najwyższym poziomie lenistwa. Idąc od początku, przedstawię to wszystko w punktach...
  1. Uzupełnienie braku snu. Dziś rano w autobusie dostałam sygnał od swojego organizmu iż zdecydowanie za mało śpię, pijąc przy tym zdecydowanie za dużo kawy. Bzdura... co to jest wypić 2-3 kawy dziennie? Nie pijam już energetyków, więc jest postęp. Co do snu, to nie mam zamiaru tego komentować.
  2. Opieprzanie się. Mam do napisania dwie prace zaliczeniowe, ale nie wiem czy to zrobię. Na pewno oddam jedną, z powodu zbliżającego się egzaminu który spędza mi sen z powiek. Dzień ledwo się zaczął a już myślałam sobie: mam dość, chcę stąd wyjść. Na te kilka dni muszę przestać myśleć o uczelni.
  3. Udawanie grzecznej katoliczki. Tej części nie planuję. Wręcz odwrotnie.
  4. Wypożyczyć z biblioteki książki. Gotowe. Tak, z pewnością nadrobię książkowe zaległości. Nie tylko z biblioteki ale i te pożyczone wieki temu od znajomych i leżące na półce.
  5. Muzyka. Jak zwykle nic tu nie planuję, poza wrzutami kolejnych starych recenzji.
  6. Filmy. Do świąt muszę się zaopatrzyć w arsenał filmów wojennych i filmów akcji. Mam nadzieję że znowu nie skończy się na Transformers i Plutonie. Może i coś ze mną nie halo, ale naprawdę relaksuję się przy filmach wojennych.
  7. Przewartościowanie wszystkiego co mnie otacza. W zasadzie to tylko taka ciekawostka i dodatek do powyższego kompletu.
  8. Dorwać w końcu ołówki i tusz. Tego chyba nie trzeba rozwijać. A jakże!
    Mam nadzieję że przynajmniej w 50% uda mi się ten cudowny plan wykonać i uderzyć z czymś po świętach, a nie tylko z jakimś bazgrołem z zajęć. Ech... Zapełnienie karki jest naprawdę bardzo trudne.
Na finał zostawiam Niedokończony Kącik Radosnej Twórczości z wykładu:
Już od dawna nie szukam usprawiedliwienia
łatwiej jest mi powiedzieć „co to zmienia?”
Bo i tak nie mamy sobie nic do powiedzenia.
Nie szukaj więc w moich oczach zbawienia,

Przejebałaś wszystkie swoje szanse.
Nie dbając o żadne życia niuanse,
zajmujesz miejsce zapomnianego zła.
W infernalny sposób sięgając dna.

ID i piekło to w końcu jest to samo
Pierwszy plan i tło, wszystko się ze sobą zlało
Nie da się rozróżnić tych dwóch przestrzeni
Zanim ktoś ten schemat powieli

PS.: do elementów ułatwiających przetrwanie dochodzą wino i 2 butelki "irlandzkiego" piwa (GUINNESS będzie na Patryka)

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

"Przewartościowanie wszystkiego co mnie otacza. W zasadzie to tylko taka ciekawostka i dodatek do powyższego kompletu."
daj znac co ci tam wyjdzie z tego

L-Havoc pisze...

doopa... do diabła z tym punktem. Przecież książki i filmy mam po to, by nie myśleć właśnie o tym.