czwartek, 29 grudnia 2011

Koniec wieku...

Zaprawdę powiadam Wam że z wielkim trudem powstrzymywałam się by opublikować to dopiero po świętach. Nie chciałam psuć nikomu nastroju, a liczę na to że przed sylwestrem nikt nie będzie się przejmował jakimś bełkotem z blogspot.com.
Zbliża się kolejny, gorzki koniec roku, nieskutecznie osładzany kawą (jestem burżuj... 2 łyżeczki). Czasem jednak odnoszę wrażenie że minęło dziesięć lat a czasem że... sto. Ten rok mogę porównać do imbiru marynowanego. Przeszedł przez wszystkie gamy smaków - od ostrego przez gorzki po słodki. Ilość zwrotów akcji wystarczyłaby na niezły film. Charakteryzator też miałby pełne ręce roboty... Zmiana ubioru, makijażu, fryzury... Metamorfoza za metamorfozą.Wszystko było gdzieś tam i kiedyś tam planowane, jednak dopiero teraz zebrałam się na odwagę. W skrócie to: stopniowy progres a na finał gwałtowny regres ze wszystkim.
 Mentalnie wciąż jestem w dupie. Co do relacji międzyludzkich to mogę się usprawiedliwiać że jestem stereotypowym chińskim wężem =_=. Na dodatek pluje jadem ta żmija (albo raczej Czarna Mamba).
Korzystając z okazji do rozliczeń, pozwolę sobie na małą prywatę, bo mam kilka słów do paru osób.
Baś, jeśli to w ogóle czytasz to dziękuję Ci za wszystko i przepraszam za wiesz co. Mam nadzieję że kiedyś znowu się spotkamy i że wybaczysz mi syndrom Zosi Samosi, ale nie chcę Cię po prostu wciągać w mało przyjemną sprawę i... zawsze byłam zdana wyłącznie na siebie co często kończyło się porażką (na różnych etapach). Taka dygresja od podziękowań: czy ja gdzieś pisałam że jestem całkowicie bez winy?
Mój rok z licencjata. Pomimo że widywaliśmy się tylko w weekendy, to i tak nie były to zmarnowane trzy lata. Jesteście naprawdę super ludźmi i mam nadzieję że jeszcze kiedyś się spotkamy. Gratuluję wszystkim którzy już się obronili, i życzę szczęścia tym, którzy mają to przed sobą. Szkoda że nie mam okazji by widywać was częściej niż przy okazji tych obron. 
Na dalszej liście podziękowań jest cała grupa pierwsza z kulturoznawstwa MU. Dziękuję Wam wszystkim bez wyjątku za przygarnięcie przestraszonej Jędzy o wrednym wyrazie twarzy. W szczególności pragnę podziękować Goździkowej Czarownicy za to że w ogóle do mnie zagadałaś na korytarzu i dzięki temu przełamałam pierwsze bariery, Darii, Patrycji, Marcie i Klaudii za to, że towarzyszyły wtedy Oli. Następne idą do Zuzanny, Marty (Mariszki) i Pauliny - gdyby nie Wy to Różowy Paranoik nigdy by się nie narodził w mojej głowie :) A gra w Tylko pytania i Scenki z kapelusza bez kapelusza to czysta przyjemność. I te nasze Oscarowe role których amerykańska akademia filmowa nawet nie zauważy... Ich strata :P
Dzięki dla reszty ludzi z roku z którymi mijam się gdzieś na korytarzu/wracam autobusem do domu.
Justyna, na liście rzeczy do zrobienia w tym roku jest wypad na konwent. Dziękówka za użyczenie tabletu graficznego, przez co parę nocek zarwałam i za obecną pomoc z zaliczeniami.
Karolina - znam Cię najdłużej z wymienionych tu osób. Te wszystkie lata przelatują mi przed oczami. Całkiem sporo wydarzeń można upchnąć w jednej minucie.
Sylwia - fajnie było w GOKu. Trochę nerwowo ale mimo wszystko fajnie i gdybym miała wrócić do tej samej ekipy, nie wahałabym się. 
Michał, ile to się znamy? 4 lata minęły od pierwszych rozmów gdzieś na gg. Coraz częściej się ze sobą nie zgadzamy, jednak zawsze udaje się jakiś kompromis wypracować. W tym roku planuję wskoczyć do Wrocławia parę razy... jak tylko znajdzie się trochę kasy więc do zobaczenia.
Cezar dziękuję za drugą szansę.
Ej Borys, ja naprawdę Cię lubię... Nie sugeruj się tym że wylądowałeś gdzieś na końcu tej listy. Chyba będzie mi brakować tych sporadycznych rozmów między zajęciami. Tylko... czasem zastanawiam się co bym zmieniła gdybym mogła cofnąć czas. A te dwa metaforyczne kamienie w głowę - zapamiętam je. Pozytywnie. I zapomniałabym: jak już to gdzieś napisałam, mogę iść w ciemny las. Zostało mi jeszcze trochę świeczek ;)
Kilka osób pominęłam przez przypadek, albo sporo rzeczy zdążyłam z nimi wyjaśnić, a nie dlatego że ich nie lubię. Anyway... do zobaczenia po "drugiej stronie" (czyt.: w nowym roku)
Cóż. Na koniec roku już tradycyjnie musiałam się pogubić. Coś czuję, że napiszę o tym książkę fantasy. Tymczasem pozostanę przy pseudo-teatralnym śmiechu.
Jakieś postanowienia noworoczne? Parę wypadów na imprezy i premiery kinowe. Zaczynam od Sherlocka, dalej Mroczne Widmo 3D (ehe...), The Avengers, Dark Knight Rises, Django Unchained (Tarantino... Tarantino) i Hobbit. Pewnie w między czasie coś jeszcze się znajdzie.


Czeka mnie jeszcze wydatek rzędu 500 zł. Mam nadzieję że tego nie pożałuję czego się obawiam (a myślałam nad tym od 14-15 roku życia).

Korzystając z tego że tekst staje się hipertekstem etapami wymazuję pewne niechciane epizody z przeszłości. Kiedyś było tu postscriptum, a teraz mogę zamieścić jedynie formułkę powtarzaną do porzygu przez filmowych (i nie tylko) gliniarzy: wszystko co powiesz, może zostać wykorzystane przeciwko tobie.

4 komentarze:

nobrain pisze...

Takie posty - podsumowania są chyba dość popularne o tej porze roku. ;D

L-Havoc pisze...

Ja jeszcze mogę robić w lipcu podsumowania, ale pewnie będę się użalać że mam 23 lata i zrobiłam tak niewiele i chciałabym zacząć wszystko od początku :P

Muzik pisze...

Wydatek 500 złoty, od kilku lat to chcesz....dlaczego mam dziwne przeczucie że chodzi o gitarę?

L-Havoc pisze...

Nie. O tatuaż ;)